Publicystyka | 2010-08-21 23:16:23 | Nadesłał: Krzysztof Zarychta | Źrodlo: inf. własna
Ludzie w swoim życiu często "omijają" przepisy. Od tych najpospolitszych zaczynając, (łamanie przepisów drogowych) do tych nieco większych, o których już pisać nie będę. W futbolu na pierwszy rzut oka, "obchodzenie" przepisów jest niemożliwe. Nie damy przecież na boisko piłkarza, który pauzuje za czerwoną kartkę. Ani też nie wpuścimy z powrotem gracza, którego wcześniej zdjęliśmy z boiska jako zmianę. Jest tylko jeden rodzaj "oszustwa”, na które FIFA (ni inne sportowe federacje nie znalazły jeszcze lekarstwa). Większość już się chyba domyśla, o co chodzi. O naturalizację piłkarzy.
Według "Milenijnego Słownika Wyrazów Obcych" słowo naturalizacja pochodzi z języka francuskiego i oznacza "Przyznanie obcokrajowcowi prawa, do stałego pobytu w kraju, w którym się osiedlił". Do napisania tego tekstu skłoniła mnie osoba Laurenta Koscielnego. Od kilku miesięcy Francuz polskiego pochodzenia waha się, do jakiej reprezentacji ma wstąpić. O ile nie mam nic przeciwko naturalizowaniu piłkarzy do naszej reprezentacji, o tyle do tego "transferu" nie jestem przekonany. Dlaczego? Bo nic na siłę. Czy naprawdę musimy płaszczyć się przed piłkarzem, który jeśli dostanie propozycję gry dla "Kogutów" bez zastanowienia ją przyjmie? Mam wątpliwości. Koscielny przyjdzie do "biało-czerwonych" tylko wtedy, gdy nie pozna się na nim trener Francuzów, a wtedy ten, nie widząc innych perspektyw przyjdzie do nas, ale już bez większych chęci tylko, dlatego by zapełnić lukę... Wiecie, co łączy księdza i piłkarza? Obaj w swoim zawodzie muszą wykazać się gigantyczną charyzmą. Wyobrażacie sobie sytuację, że do Waszej parafii (o ile ktoś chodzi do kościoła) przychodzi nowy ksiądz i przy pierwszej rozmowie z Wami mówi: "Ja to z wykształcenia jestem lekarzem, ale że nie mogłem znaleźć pracy w zawodzie, więc poszedłem do seminarium i oto jestem...". Boję się, że tak samo może być z Koscielnym. Ciałem może będzie w Polsce, ale duchem w reprezentacji Francji.
Przypomnijmy sobie niektórych piłkarzy, którzy mieli zaszczyt otrzymać polski paszport. Pierwszym znanym obcokrajowcem biegającym po boisku w biało-czerwonej koszulce był pochodzący z Nigerii Emmanuel Olisadebe. Piłkarz w naszej reprezentacji rozegrał 25 mecze, strzelając 11 bramek. Co ciekawe, gdy "Oli" strzelał nigdy nie przegrywaliśmy. To głównie dzięki jego trafieniom awansowaliśmy do MŚ2002. Dziś z Polską łączą go tylko paszport i żona... Innym piłkarzem z nieco młodszym dowodem jest obecny reprezentant Polski - Ludovic Obraniak. Piłkarz, który grał praktycznie we wszystkich reprezentacjach młodzieżowych "Trójkolorowych" (a ponoć miał propozycję gry także w seniorskiej kadrze) odmówił, bo jak powiedział grając w Polsce chce oddać hołd dziadkowi, który pochodził z Polski. Piłkarzy pokroju tych dwóch, którzy są związani z Polską jest jeszcze wielu, ale żeby nie zanudzać wyliczanką te dwa przykłady wystarczą.
Jak wspominałem na początku nie mam nic przeciwko naturalizowaniu sportowców, ale uważam za niesmaczne, gdy ktoś tego przepisu nadużywa. Polska i tak jest jeszcze słaba w te "klocki". Mistrzami świata w tej "dyscyplinie" są nasi zachodzi sąsiedzi Niemcy. Dla mnie osobiście skala germanizacji sportowców w tym kraju jest już swego rodzaju "recydywą". Jednak nikt za Odrą się tym za bardzo nie przejmuje. Tylko kibice narzekają, że 3/4 składu nie śpiewa hymnu narodowego. Pół żartem powiem, że u nas nie potrzeba wielu "obcokrajowców" a i tak nikt "Mazurka Dąbrowskiego" nie śpiewa wykręcając się, że wszyscy są rzekomo skupieni na grze... Jedynym piłkarzem, który w ostatnich latach przynajmniej ruszał ustami słysząc naszą narodową pieśń przed meczem, był kolejny cudzoziemiec Roger Guerreiro. Wspomniany proces osłabił także naszą reprezentację. O ile, Miroslav Klose czy Piotr Trochowski raczej niechętnie mówią o Polsce o tyle Lukas Podolski swego pochodzenia się nie wstydzi. Ja jednak w jego wymówki, dlaczego nie gra w biało-czerwonym stroju nie wierzę (żeby była jasność, nie bronię tu PZPN-u)...
Wracając do Koscielnego i zarazem podsumowując cały tekst wydaje mi się, że jeszcze przyjdzie koza do woza a ten wóz przyjmie Laurenta jak ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym, ale nie, dlatego że jest taki miłosierny, ale dlatego że po prostu nie ma innego wyjścia...
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.